Ostatnią noc tegorocznych igrzysk olimpijskich postanowiłam
spędzić w samotności, u siebie w pokoju. Oczywiście, wcześniej spotkałam się z
Anią i opowiedziałam jej, co wydarzyło się poprzedniego wieczoru w mieszkaniu
mojego, byłego już, trenera. Kobieta chyba była trochę w szoku, ale stwierdziła,
że miałam całkowitą rację i dobrze zrobiłam. Cieszyłam się, że nie tylko ja tak
uważałam.
Ona także stwierdziła, że lepiej będzie, jeśli każda z nas w
tę ostatnią noc zajmie się swoimi sprawami, pakowaniem i tak dalej. Chociaż
byłam prawie całkowicie pewna, że tyczkarka coś przede mną ukrywa, nie
odezwałam się i czekałam, aż ona zrobi to pierwsza. Nie zrobiła tego, ale może
to nie był według niej odpowiedni moment? Nie chciałam naciskać, więc
siedziałam cicho. Umówiłyśmy się, że następnego dnia rano spotkamy się przy
bramie wyjazdowej z Wioski, gdzie się pożegnamy. Obiecała mi także, że
porozgląda się u siebie, w Warszawie, za jakimś klubem, który zechciałby wziąć
pod swoje skrzydła sprinterkę.
Kiedy już w sumie zrobiło się ciemno, nie miałam zielonego
pojęcia, co ze sobą zrobić. Postanowiłam się więc spakować, co według mnie
wyglądało tak, że zgarnęłam do walizki wszystkie ubrania z łóżka, większość
kosmetyków z łazienki (oprócz tych, które miałam zamiar jeszcze używać) i
wszystkie inne rzeczy, które znalazłam po drodze, kiedy przechodziłam przez
pokój. Po co męczyć się ze składaniem, skoro po powrocie i tak chciałam
wszystko wrzucić do prania? Taka była właśnie moja filozofia.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie zajęło mnie na
długi czas. Po mniej więcej trzydziestu minutach znowu nie miałam dla siebie
żadnego zajęcia. Rzuciłam się więc na niesamowicie miękki materac mojego łóżka
i leżałam tak, gapiąc się w sufit.
Wydawało mi się nawet, że słyszałam pukanie do drzwi, ale
oczywistym było, że to moja wyobraźnia szukała wrażeń. Kiedy jednak po
kilkunastu sekundach pukanie nasiliło się, zerwałam się z łóżka i rozejrzałam.
Nikogo nie było, ale skoro ktoś pukał do drzwi, to znaczyło, że jeszcze nie
wszedł do środka.
Powoli podeszłam więc do drzwi, zrobiłam to najciszej, jak
tylko umiałam. Nie miałam jak sprawdzić, kto się za nimi krył, więc po
kolejnych kilkunastu sekundach wysłuchiwania nieustannego pukania nacisnęłam
klamkę.
Przede mną stała osoba, której spodziewałabym się najmniej.
Naprawdę, naprawdę, po tym, co ostatnio miało miejsce nie pomyślałabym, że
jeszcze kiedykolwiek otworzę drzwi i zobaczę za nimi szeroko uśmiechniętego
Vettoriego.
- Mogę wejść? – zapytał jakby nigdy nic, a ja nadal stałam
jak wryta. Dopiero po chwili trochę otrzeźwiałam i uniosłam brew, po czym
zapraszającym gestem otworzyłam drzwi szerzej.
- Stwierdziłem, że skoro to ostatnia noc, to może uda mi się
ją spędzić z jedyną nowo poznaną osobą – oznajmił, cały w skowronkach i
spojrzał na mnie z uśmiechem. Chciałam się na niego gniewać, ale nie
potrafiłam, kiedy tak wyglądał. Starałam się więc chociaż próbować zachować
dystans.
- Nie masz kolegów w drużynie? – odparłam, unosząc brwi. Chwilę
później stwierdziłam, że może zabrzmiało to niegrzecznie, ale nie miałam
zamiaru nic z tym robić. Najwyżej się obrazi i wyjdzie, co z tego?
Co z tego? Nie mogłam kłamać przed samą
sobą. Jego obecność tej ostatniej nocy była najlepszą rzeczą, jaka mogła mnie
spotkać. Może na zewnątrz jako tako udawało mi się utrzymać obojętny wyraz
twarzy, może. W środku natomiast nie mogłam zapanować nad tym, co się działo.
Bo przyszedł tutaj. Mógł siedzieć w swoim pokoju i popijać piwo z kolegami w tę
ostatnią noc na olimpiadzie, mógł zabalować w jakimś barze w mieście. A przyszedł
właśnie do mnie. Znowu czułam się nieco rozdarta – w sumie cieszyło mnie to
bardzo, ale nie byłam do końca pewna, czy ta jego obecność była zwiastunem
dobrych wydarzeń.
- Nie jestem przygotowana na imprezę, nie wiem czy o tym
wiesz – powiedziałam, kiedy nadal milczał z tym głupkowatym uśmiechem, który
sprawiał, że miałam ochotę się na niego rzucić, tylko jeszcze nie byłam do końca pewna z jakiego powodu.
- Ja też nie, więc dobrze się złożyło – odpowiedział i znowu
zapanowała cisza. Staliśmy na środku mojej sypialni w milczeniu, po prostu
gapiąc się na siebie jak małolaty, które nie wiedza, co zrobić. Bo chyba nie
wiedzieliśmy, co zrobić. Na pewno ja nie wiedziałam, co zrobić.
W tej chwili przypomniałam sobie, dlaczego nie byłam
przygotowana na żadną imprezę. Stałam przed nim w swoich domowych szarych
spodniach dresowych, które były chyba o dwa rozmiary za duże i białym
podkoszulku, a na głowie miałam koka, który tak naprawdę niczego nie
przypominał, a już na pewno nie koka. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, bo
jeśli chciałam zrobić na nim dobre wrażenie, to już dawno mogłam o tym
zapomnieć. Może właśnie stąd wziął się jego wyraz twarzy – po prostu zobaczył
mnie taką i tyle.
Kiedy, w końcu, minęła chwila odrętwienia, stwierdziliśmy,
że ten wieczór spędzimy tak, jak poprzednio, na balkonie, który chyba był
najciekawszym miejscem w Wiosce Olimpijskiej.
Przez cały czas trwania igrzysk miałam na nim rozłożony
ciepły koc, dzięki czemu w każdej chwili mogłam wyjść na świeże powietrze i
sobie tam posiedzieć, ile tylko chciałam, bez większego ryzyka choroby.
Dużo rozmawialiśmy i to o różnych rzeczach. Na początku było
mi niesamowicie niezręcznie, siedzieliśmy tak blisko siebie, że niemal stykaliśmy się
ramionami i mój mózg nie mógł dać temu spokoju. Tematy rozmów też były dosyć
płytkie, bo dotyczyły naszych planów na sezon postolimpijski, potem także, o
zgrozo, pogody we Włoszech i w Polsce. Zdarzyło się nawet, że mnie rozśmieszył,
co uznałam za swoją słabość, ale w duchu mu za to dziękowałam. Potrafił
rozluźnić nieco atmosferę, co było naprawdę przydatną umiejętnością.
W końcu trochę wyczerpały się nam tematy i zdawało się, że
cisza zapadła na dobre. Chciałam coś powiedzieć, żeby ją przerwać, ale naprawdę
nie mogłam wymyślić nic sensownego.
Spojrzałam więc na Vettoriego z nadzieją, że on coś wymyśli,
ale zamiast tego obdarzył mnie takim spojrzeniem, że nie miałam pojęcia, co ze
sobą zrobić. Było jednym z tych, które wcześniej sprawiały, że nie mogłam
wykrztusić z siebie ani słowa. Nic się nie zmieniło, teraz nawet, gdybym
chciała, nie dałabym rady wydobyć z siebie ani jednego dźwięku.
Jego wzrok powędrował na czubek mojej głowy. Czego tam
szukał? Ach, przypomniałam sobie o moim świetnym koku. Tak na marginesie –
nigdy nie rozumiałam, dlaczego wszystkie kobiety dostały w pakiecie umiejętność
zrobienia niechlujnego koka, który
wyglądał potem jak arcydzieło. Mój zawsze przypominał raczej gniazdo, dlatego robiłam go tylko wtedy, kiedy byłam sama i miałam pewność, że albo nikt
nie przyjdzie, albo zdążę w porę rozpuścić włosy.
Luca bez słowa wyciągnął prawą rękę w moją stronę, chwycił
brązową gumkę, która trzymała koka i pociągnął. Nie wiedziałam, o co mu
chodziło, ale nadal bałam się odezwać. Przecież jeśli mu się coś nie podobało,
mógł powiedzieć, a nie działać tak całkiem bez ostrzeżenia. Blond włosy, jak na
rozkaz, opadły na ramiona i plecy, częściowo zakrywając także moją twarz. Nadal
panowała cisza, ale wyczułam w niej rosnące napięcie, którego do końca nie
rozumiałam, a które zaczęło ogarniać i mnie. Siatkarz nie opuścił ręki, tylko
przeczesał moje włosy, odgarniając je i zakładając za ucho. Towarzyszyło temu
niesamowite uczucie, którego nie potrafiłam opisać. Miałam wrażenie, że nie
tylko po prostu rozpuścił włosy, miało to dla mnie wydźwięk o wiele bardziej
intymny. Czułam się niemal rozbierana, co z jednej strony wywoływało u mnie
niepokój, a z drugiej niesamowitą radość i poruszenie. Wydawało mi się, że cała
się trzęsę i przez chwilę nawet obawiałam się, że w rzeczywistości tak było.
Nie zauważyłam nawet, kiedy się pochylił, a jego twarz znalazła
się zaledwie centymetry od mojej. Stopniowo dzieliła nas coraz mniejsza
odległość, aż w końcu nasze usta spotkały się w prawdziwym pocałunku – nie
takim, po którym którekolwiek z nas miałoby uciec, tylko takim, po którym
chcieliśmy być tylko bliżej siebie.
Miałam wrażenie, że całe moje ciało przeszedł prąd, który
pozostawił po sobie uczucie przyjemnego ciepła. Ktoś mówił coś o iskrach? Chyba
w końcu je poczułam. Jakaś niewidzialna siła sprawiała, że nie miałam ochoty
odsuwać się od niego na ani centymetr. Wplotłam palce w jego brązowe włosy, a
później powoli przesunęłam dłonią w dół, po karku, ramieniu, aż zatrzymałam ją
na piersi mężczyzny.
W tym momencie powoli odsunął się ode mnie, nie odrywając
jednak wzrok od moich oczu. Byłam pewna, że gdybyśmy nie siedzieli, już dawno
leżałabym na ziemi, bo nawet wtedy czułam, jak moje nogi zmieniają się w
galaretę. Brawo, usłyszałam głos w
mojej głowie. To żeś zachowała dystans,
że o ja cię nie mogę.
Zamknij się – odpowiedziałam sama sobie w
myślach, co normalnie byłoby nieco niepokojące, ale w tym przypadku byłam w
stanie znieść nawet to, że chyba oszalałam.
Nie było mi zimno, mimo że na dworze było jakieś dziesięć
stopni i wiał straszny wiatr, ale mimo wszystko doszliśmy do wniosku, że
najlepiej będzie, jeśli wrócimy do środka.
Całą noc przeleżeliśmy w moim łóżku.
Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że spędzę ostatnią noc
igrzysk olimpijskich rozmawiając z włoskim atakującym w moim łóżku. Tym razem jednak tematy zdecydowanie się zmieniły,
poruszaliśmy o wiele bardziej poważne problemy. Wyznałam mu nawet, że
zakończyłam współpracę ze swoim trenerem, opowiedziałam mu całą historię i
dodałam, że szukam nowego klubu, miejsca, gdzie będę mogła spokojnie trenować.
- We Włoszech jest takich całkiem sporo, mogłabyś poszukać –
stwierdził. To jedno zdanie poprawiło mi humor jeszcze bardziej, o ile w ogóle
było to możliwe. Wydedukowałam z tego, że chyba chciał się ze mną widywać.
Dodał potem, że on będzie trenował we włoskiej Modenie i że bardzo poleca, na
co odpowiedziałam uśmiechem.
Włączyłam jakąś muzykę na swoim telefonie, po czym
przeprosiłam mężczyznę i wytłumaczyłam, że muszę się przygotować przed podróżą.
- Och, też wyjeżdżam zaraz z rana – odparł.
- Ale pewnie ciebie nikt nagle nie odwiedził i zdążyłeś się
chociaż umyć – powiedziałam, posłałam mu przepraszający uśmiech i zamknęłam się
w łazience.
- Może potrzebujesz pomocy? – krzyknął do mnie z pokoju, po
czym usłyszałam jego śmiech. I ja się zaśmiałam, ale w środku wszystko mi się
przewracało.
Czy on chciał mnie
zobaczyć nago? Nie
powinnam tak wydziwiać, ale wydawało mi się, że dokładnie tyle zrozumiałam z
jego wypowiedzi. Nawet nie chciałam patrzeć w lustro, bo bałam się tego, co
mogłam tam zobaczyć.
To był chyba najszybszy prysznic mojego życia, ale
jednocześnie, o dziwo, najdokładniejszy. Szybko też umyłam zęby, zebrałam
resztę kosmetyków i ubrań pozostawionych w łazience, które zaraz po opuszczeniu
pomieszczenia wrzuciłam do torby. Leciała akurat jedna z moich ulubionych
piosenek, więc zapinałam walizki, podśpiewując.
- Zooostań, potrzebuję cię tu, to co w sobie mam pewnie ciągnie mnie w
dóóóół...
- Co to za piosenka? – Jego głos
w sumie przypomniał mi, że nie byłam sama. Rzuciłam wzrokiem w jego stronę –
nadal wyglądał onieśmielająco, chociaż nie wiedziałam, jak to było możliwe.
- Taka jedna – odparłam, po czy
z powrotem wskoczyłam do łóżka. – Która godzina?
- Po trzeciej – odpowiedział z
uśmiechem Włoch, który, leżąc na boku, znowu bawił się moimi – tym razem
mokrymi – włosami, co wywoływało u mnie tak intensywne reakcje, że nie byłam w
stanie ocenić, jak długo mogłam jeszcze wytrzymać.
Zadziwiło mnie to, że nie
rozmawialiśmy o tym, co się między nami działo, co się wydarzyło przez te
kilkanaście dni. Chociaż w sumie nawet mnie to cieszyło – nie rozwodziliśmy się
niepotrzebnie nad przyszłością, która mogła nie nastąpić, tylko cieszyliśmy się
teraźniejszością póki mogliśmy. Nie ukrywam jednak, że przez myśl
niejednokrotnie przeszło mi pytanie o to, jak to będzie wyglądać po
zakończeniu. Nie wiedziałam nawet, jak on to wszystko traktował. Czy dla niego
było to coś specjalnego? Zaczynałam w to wątpić, więc pozostawiłam te
rozmyślania na inny dzień. W tamtej chwili korzystałam z tego, co miałam –
cieszyłam się jego obecnością i pocałunkami, którymi mnie zasypywał.
Nie spaliśmy całą noc, co doszło
do nas dopiero, kiedy zorientowaliśmy się, że już świtało. Wstaliśmy więc, a
siatkarz zapisał mi swój adres i numer telefonu, żebyśmy mogli się ze sobą
kontaktować, za co byłam mu wdzięczna.
Odprowadziłam go do drzwi, przy
których postanowił pocałować mnie na pożegnanie. Nie miałam nic przeciwko,
oparłam się (najdyskretniej jak tylko się dało) o ścianę, żeby się czasem nie
przewrócić, a ten pochylił się i po raz ostatni mogłam poczuć, jak rażą mnie te
niesamowite iskry. Wyszeptał krótkie „ciao”, które wywołało u mnie dreszcze
biegnące przez całe moje plecy, i na które odpowiedziałam tym samym, po czym
drzwi się za nim zamknęły.
I nagle opanował mnie dziwny
smutek.
_________________________________
Po moich ostatnich doświadczeniach jestem całkowicie przekonana co do tego, że reakcje Gosi na widok Vettoriego są całkowicie realistyczne. Naprawdę przez jakiś czas myślałam, że trochę z tym przesadzam, ale jednak nie - wszelkie emocje są zdecydowanie oparte na faktach. Trochę to przerażające może być, ale tak jest. Przynajmniej w moim przypadku.
Trzymajcie kciuki za Polaków na Mistrzostwach, trzymajcie kciuki za mnie w środę w Łodzi.
Rozdział pojawił się po dwóch tygodniach za co przepraszam, ale tydzień temu jeszcze przeżywałam to, że rozmawiałam z Włochami i Brazylijczykami po włosku, fajnie było.
Następne już co tydzień, mam nadzieję, że jeszcze to czytacie.
po twoich doświadczeniach widzę Gosię jako ciebie, przepraszam, nic nie mogę na to poradzić :x
OdpowiedzUsuńciao nie ciao, muszą się jeszcze zobaczyć.
OdpowiedzUsuń