poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział 10

                Ostatnią noc tegorocznych igrzysk olimpijskich postanowiłam spędzić w samotności, u siebie w pokoju. Oczywiście, wcześniej spotkałam się z Anią i opowiedziałam jej, co wydarzyło się poprzedniego wieczoru w mieszkaniu mojego, byłego już, trenera. Kobieta chyba była trochę w szoku, ale stwierdziła, że miałam całkowitą rację i dobrze zrobiłam. Cieszyłam się, że nie tylko ja tak uważałam.
                Ona także stwierdziła, że lepiej będzie, jeśli każda z nas w tę ostatnią noc zajmie się swoimi sprawami, pakowaniem i tak dalej. Chociaż byłam prawie całkowicie pewna, że tyczkarka coś przede mną ukrywa, nie odezwałam się i czekałam, aż ona zrobi to pierwsza. Nie zrobiła tego, ale może to nie był według niej odpowiedni moment? Nie chciałam naciskać, więc siedziałam cicho. Umówiłyśmy się, że następnego dnia rano spotkamy się przy bramie wyjazdowej z Wioski, gdzie się pożegnamy. Obiecała mi także, że porozgląda się u siebie, w Warszawie, za jakimś klubem, który zechciałby wziąć pod swoje skrzydła sprinterkę.
                Kiedy już w sumie zrobiło się ciemno, nie miałam zielonego pojęcia, co ze sobą zrobić. Postanowiłam się więc spakować, co według mnie wyglądało tak, że zgarnęłam do walizki wszystkie ubrania z łóżka, większość kosmetyków z łazienki (oprócz tych, które miałam zamiar jeszcze używać) i wszystkie inne rzeczy, które znalazłam po drodze, kiedy przechodziłam przez pokój. Po co męczyć się ze składaniem, skoro po powrocie i tak chciałam wszystko wrzucić do prania? Taka była właśnie moja filozofia.
                Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie zajęło mnie na długi czas. Po mniej więcej trzydziestu minutach znowu nie miałam dla siebie żadnego zajęcia. Rzuciłam się więc na niesamowicie miękki materac mojego łóżka i leżałam tak, gapiąc się w sufit.
                Wydawało mi się nawet, że słyszałam pukanie do drzwi, ale oczywistym było, że to moja wyobraźnia szukała wrażeń. Kiedy jednak po kilkunastu sekundach pukanie nasiliło się, zerwałam się z łóżka i rozejrzałam. Nikogo nie było, ale skoro ktoś pukał do drzwi, to znaczyło, że jeszcze nie wszedł do środka.
Powoli podeszłam więc do drzwi, zrobiłam to najciszej, jak tylko umiałam. Nie miałam jak sprawdzić, kto się za nimi krył, więc po kolejnych kilkunastu sekundach wysłuchiwania nieustannego pukania nacisnęłam klamkę.
                Przede mną stała osoba, której spodziewałabym się najmniej. Naprawdę, naprawdę, po tym, co ostatnio miało miejsce nie pomyślałabym, że jeszcze kiedykolwiek otworzę drzwi i zobaczę za nimi szeroko uśmiechniętego Vettoriego.
                - Mogę wejść? – zapytał jakby nigdy nic, a ja nadal stałam jak wryta. Dopiero po chwili trochę otrzeźwiałam i uniosłam brew, po czym zapraszającym gestem otworzyłam drzwi szerzej.
                - Stwierdziłem, że skoro to ostatnia noc, to może uda mi się ją spędzić z jedyną nowo poznaną osobą – oznajmił, cały w skowronkach i spojrzał na mnie z uśmiechem. Chciałam się na niego gniewać, ale nie potrafiłam, kiedy tak wyglądał. Starałam się więc chociaż próbować zachować dystans.
                - Nie masz kolegów w drużynie? – odparłam, unosząc brwi. Chwilę później stwierdziłam, że może zabrzmiało to niegrzecznie, ale nie miałam zamiaru nic z tym robić. Najwyżej się obrazi i wyjdzie, co z tego?
                Co z tego? Nie mogłam kłamać przed samą sobą. Jego obecność tej ostatniej nocy była najlepszą rzeczą, jaka mogła mnie spotkać. Może na zewnątrz jako tako udawało mi się utrzymać obojętny wyraz twarzy, może. W środku natomiast nie mogłam zapanować nad tym, co się działo. Bo przyszedł tutaj. Mógł siedzieć w swoim pokoju i popijać piwo z kolegami w tę ostatnią noc na olimpiadzie, mógł zabalować w jakimś barze w mieście. A przyszedł właśnie do mnie. Znowu czułam się nieco rozdarta – w sumie cieszyło mnie to bardzo, ale nie byłam do końca pewna, czy ta jego obecność była zwiastunem dobrych wydarzeń.
                - Nie jestem przygotowana na imprezę, nie wiem czy o tym wiesz – powiedziałam, kiedy nadal milczał z tym głupkowatym uśmiechem, który sprawiał, że miałam ochotę się na niego rzucić, tylko jeszcze nie byłam do końca pewna z jakiego powodu.
                - Ja też nie, więc dobrze się złożyło – odpowiedział i znowu zapanowała cisza. Staliśmy na środku mojej sypialni w milczeniu, po prostu gapiąc się na siebie jak małolaty, które nie wiedza, co zrobić. Bo chyba nie wiedzieliśmy, co zrobić. Na pewno ja nie wiedziałam, co zrobić.
                W tej chwili przypomniałam sobie, dlaczego nie byłam przygotowana na żadną imprezę. Stałam przed nim w swoich domowych szarych spodniach dresowych, które były chyba o dwa rozmiary za duże i białym podkoszulku, a na głowie miałam koka, który tak naprawdę niczego nie przypominał, a już na pewno nie koka. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, bo jeśli chciałam zrobić na nim dobre wrażenie, to już dawno mogłam o tym zapomnieć. Może właśnie stąd wziął się jego wyraz twarzy – po prostu zobaczył mnie taką i tyle.
                Kiedy, w końcu, minęła chwila odrętwienia, stwierdziliśmy, że ten wieczór spędzimy tak, jak poprzednio, na balkonie, który chyba był najciekawszym miejscem w Wiosce Olimpijskiej.
Przez cały czas trwania igrzysk miałam na nim rozłożony ciepły koc, dzięki czemu w każdej chwili mogłam wyjść na świeże powietrze i sobie tam posiedzieć, ile tylko chciałam, bez większego ryzyka choroby.
                Dużo rozmawialiśmy i to o różnych rzeczach. Na początku było mi niesamowicie niezręcznie, siedzieliśmy tak blisko siebie, że niemal stykaliśmy się ramionami i mój mózg nie mógł dać temu spokoju. Tematy rozmów też były dosyć płytkie, bo dotyczyły naszych planów na sezon postolimpijski, potem także, o zgrozo, pogody we Włoszech i w Polsce. Zdarzyło się nawet, że mnie rozśmieszył, co uznałam za swoją słabość, ale w duchu mu za to dziękowałam. Potrafił rozluźnić nieco atmosferę, co było naprawdę przydatną umiejętnością.
                W końcu trochę wyczerpały się nam tematy i zdawało się, że cisza zapadła na dobre. Chciałam coś powiedzieć, żeby ją przerwać, ale naprawdę nie mogłam wymyślić nic sensownego.
                Spojrzałam więc na Vettoriego z nadzieją, że on coś wymyśli, ale zamiast tego obdarzył mnie takim spojrzeniem, że nie miałam pojęcia, co ze sobą zrobić. Było jednym z tych, które wcześniej sprawiały, że nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa. Nic się nie zmieniło, teraz nawet, gdybym chciała, nie dałabym rady wydobyć z siebie ani jednego dźwięku.
                Jego wzrok powędrował na czubek mojej głowy. Czego tam szukał? Ach, przypomniałam sobie o moim świetnym koku. Tak na marginesie – nigdy nie rozumiałam, dlaczego wszystkie kobiety dostały w pakiecie umiejętność zrobienia niechlujnego koka, który wyglądał potem jak arcydzieło. Mój zawsze przypominał raczej gniazdo, dlatego robiłam go tylko wtedy, kiedy byłam sama i miałam pewność, że albo nikt nie przyjdzie, albo zdążę w porę rozpuścić włosy.
                Luca bez słowa wyciągnął prawą rękę w moją stronę, chwycił brązową gumkę, która trzymała koka i pociągnął. Nie wiedziałam, o co mu chodziło, ale nadal bałam się odezwać. Przecież jeśli mu się coś nie podobało, mógł powiedzieć, a nie działać tak całkiem bez ostrzeżenia. Blond włosy, jak na rozkaz, opadły na ramiona i plecy, częściowo zakrywając także moją twarz. Nadal panowała cisza, ale wyczułam w niej rosnące napięcie, którego do końca nie rozumiałam, a które zaczęło ogarniać i mnie. Siatkarz nie opuścił ręki, tylko przeczesał moje włosy, odgarniając je i zakładając za ucho. Towarzyszyło temu niesamowite uczucie, którego nie potrafiłam opisać. Miałam wrażenie, że nie tylko po prostu rozpuścił włosy, miało to dla mnie wydźwięk o wiele bardziej intymny. Czułam się niemal rozbierana, co z jednej strony wywoływało u mnie niepokój, a z drugiej niesamowitą radość i poruszenie. Wydawało mi się, że cała się trzęsę i przez chwilę nawet obawiałam się, że w rzeczywistości tak było.
                Nie zauważyłam nawet, kiedy się pochylił, a jego twarz znalazła się zaledwie centymetry od mojej. Stopniowo dzieliła nas coraz mniejsza odległość, aż w końcu nasze usta spotkały się w prawdziwym pocałunku – nie takim, po którym którekolwiek z nas miałoby uciec, tylko takim, po którym chcieliśmy być tylko bliżej siebie.
                Miałam wrażenie, że całe moje ciało przeszedł prąd, który pozostawił po sobie uczucie przyjemnego ciepła. Ktoś mówił coś o iskrach? Chyba w końcu je poczułam. Jakaś niewidzialna siła sprawiała, że nie miałam ochoty odsuwać się od niego na ani centymetr. Wplotłam palce w jego brązowe włosy, a później powoli przesunęłam dłonią w dół, po karku, ramieniu, aż zatrzymałam ją na piersi mężczyzny.
                W tym momencie powoli odsunął się ode mnie, nie odrywając jednak wzrok od moich oczu. Byłam pewna, że gdybyśmy nie siedzieli, już dawno leżałabym na ziemi, bo nawet wtedy czułam, jak moje nogi zmieniają się w galaretę. Brawo, usłyszałam głos w mojej głowie. To żeś zachowała dystans, że o ja cię nie mogę.
                Zamknij się – odpowiedziałam sama sobie w myślach, co normalnie byłoby nieco niepokojące, ale w tym przypadku byłam w stanie znieść nawet to, że chyba oszalałam.
                Nie było mi zimno, mimo że na dworze było jakieś dziesięć stopni i wiał straszny wiatr, ale mimo wszystko doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli wrócimy do środka.
                Całą noc przeleżeliśmy w moim łóżku.
                Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że spędzę ostatnią noc igrzysk olimpijskich rozmawiając z włoskim atakującym w moim łóżku. Tym razem jednak tematy zdecydowanie się zmieniły, poruszaliśmy o wiele bardziej poważne problemy. Wyznałam mu nawet, że zakończyłam współpracę ze swoim trenerem, opowiedziałam mu całą historię i dodałam, że szukam nowego klubu, miejsca, gdzie będę mogła spokojnie trenować.
                - We Włoszech jest takich całkiem sporo, mogłabyś poszukać – stwierdził. To jedno zdanie poprawiło mi humor jeszcze bardziej, o ile w ogóle było to możliwe. Wydedukowałam z tego, że chyba chciał się ze mną widywać. Dodał potem, że on będzie trenował we włoskiej Modenie i że bardzo poleca, na co odpowiedziałam uśmiechem.
                Włączyłam jakąś muzykę na swoim telefonie, po czym przeprosiłam mężczyznę i wytłumaczyłam, że muszę się przygotować przed podróżą.
                - Och, też wyjeżdżam zaraz z rana – odparł.
                - Ale pewnie ciebie nikt nagle nie odwiedził i zdążyłeś się chociaż umyć – powiedziałam, posłałam mu przepraszający uśmiech i zamknęłam się w łazience.
                - Może potrzebujesz pomocy? – krzyknął do mnie z pokoju, po czym usłyszałam jego śmiech. I ja się zaśmiałam, ale w środku wszystko mi się przewracało.
                Czy on chciał mnie zobaczyć nago? Nie powinnam tak wydziwiać, ale wydawało mi się, że dokładnie tyle zrozumiałam z jego wypowiedzi. Nawet nie chciałam patrzeć w lustro, bo bałam się tego, co mogłam tam zobaczyć.
                To był chyba najszybszy prysznic mojego życia, ale jednocześnie, o dziwo, najdokładniejszy. Szybko też umyłam zęby, zebrałam resztę kosmetyków i ubrań pozostawionych w łazience, które zaraz po opuszczeniu pomieszczenia wrzuciłam do torby. Leciała akurat jedna z moich ulubionych piosenek, więc zapinałam walizki, podśpiewując.
                - Zooostań, potrzebuję cię tu, to co w sobie mam pewnie ciągnie mnie w dóóóół...
                - Co to za piosenka? – Jego głos w sumie przypomniał mi, że nie byłam sama. Rzuciłam wzrokiem w jego stronę – nadal wyglądał onieśmielająco, chociaż nie wiedziałam, jak to było możliwe.
                - Taka jedna – odparłam, po czy z powrotem wskoczyłam do łóżka. – Która godzina?
                - Po trzeciej – odpowiedział z uśmiechem Włoch, który, leżąc na boku, znowu bawił się moimi – tym razem mokrymi – włosami, co wywoływało u mnie tak intensywne reakcje, że nie byłam w stanie ocenić, jak długo mogłam jeszcze wytrzymać.
                Zadziwiło mnie to, że nie rozmawialiśmy o tym, co się między nami działo, co się wydarzyło przez te kilkanaście dni. Chociaż w sumie nawet mnie to cieszyło – nie rozwodziliśmy się niepotrzebnie nad przyszłością, która mogła nie nastąpić, tylko cieszyliśmy się teraźniejszością póki mogliśmy. Nie ukrywam jednak, że przez myśl niejednokrotnie przeszło mi pytanie o to, jak to będzie wyglądać po zakończeniu. Nie wiedziałam nawet, jak on to wszystko traktował. Czy dla niego było to coś specjalnego? Zaczynałam w to wątpić, więc pozostawiłam te rozmyślania na inny dzień. W tamtej chwili korzystałam z tego, co miałam – cieszyłam się jego obecnością i pocałunkami, którymi mnie zasypywał.
                Nie spaliśmy całą noc, co doszło do nas dopiero, kiedy zorientowaliśmy się, że już świtało. Wstaliśmy więc, a siatkarz zapisał mi swój adres i numer telefonu, żebyśmy mogli się ze sobą kontaktować, za co byłam mu wdzięczna.
                Odprowadziłam go do drzwi, przy których postanowił pocałować mnie na pożegnanie. Nie miałam nic przeciwko, oparłam się (najdyskretniej jak tylko się dało) o ścianę, żeby się czasem nie przewrócić, a ten pochylił się i po raz ostatni mogłam poczuć, jak rażą mnie te niesamowite iskry. Wyszeptał krótkie „ciao”, które wywołało u mnie dreszcze biegnące przez całe moje plecy, i na które odpowiedziałam tym samym, po czym drzwi się za nim zamknęły.

                I nagle opanował mnie dziwny smutek.



_________________________________
Po moich ostatnich doświadczeniach jestem całkowicie przekonana co do tego, że reakcje Gosi na widok Vettoriego są całkowicie realistyczne. Naprawdę przez jakiś czas myślałam, że trochę z tym przesadzam, ale jednak nie - wszelkie emocje są zdecydowanie oparte na faktach. Trochę to przerażające może być, ale tak jest. Przynajmniej w moim przypadku.
Po moim ostatnim spotkaniu z Vettorim stwierdziłam, że mam całkiem fajny materiał na coś krótkiego w sam raz na wczarnejkawie.blogspot.com, więc jak tylko znajdę wolny dzień lub dwa, można się tam czegoś spodziewać.
Trzymajcie kciuki za Polaków na Mistrzostwach, trzymajcie kciuki za mnie w środę w Łodzi.
Rozdział pojawił się po dwóch tygodniach za co przepraszam, ale tydzień temu jeszcze przeżywałam to, że rozmawiałam z Włochami i Brazylijczykami po włosku, fajnie było.
Następne już co tydzień, mam nadzieję, że jeszcze to czytacie.

2 komentarze:

  1. po twoich doświadczeniach widzę Gosię jako ciebie, przepraszam, nic nie mogę na to poradzić :x

    OdpowiedzUsuń
  2. ciao nie ciao, muszą się jeszcze zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń