Lekarz wraz z fizjoterapeutą przyszli z samego rana i bardzo
dobrze się mną zajęli. Z ulgą przyjęłam wiadomość, że moja dolegliwość nie była
poważna i mogłam spokojnie zostać w Wiosce Olimpijskiej do końca imprezy. Po powrocie do kraju miałam udać się na
rehabilitację i później mogłam spokojnie przygotowywać się do nowego sezonu.
Niesamowitą radość sprawił mi fakt, iż już mogłam zaczynać chodzić.
Mężczyźni kilkadziesiąt minut przygotowywali specjalne
tape’y, którymi następnie okleili pół mojej nogi. Dosłownie. Nie było to
uciążliwe, wręcz przeciwnie – czułam się, jakby jakaś wielka ręka trzymała moje
mięśnie w kupie.
Po wyjściu specjalistów, koniecznie musiałam sprawdzić, jak
to działało, więc wstałam i wyszłam na balkon. Chodzenie nadal sprawiało mi
nieco bólu, ale już nie miałam wrażenia, że zaraz moja noga się rozpadnie.
Nie miałam jak udać się na śniadanie, więc wyjadłam wszystkie
batoniki musli, które jeszcze jakimś cudem się uchowały. Nie było ich wiele,
ale wystarczyło, żebym nie głodowała. Miałam cichą nadzieję, że Anka sobie o
mnie przypomni i przyniesie mi coś dobrego do zjedzenia, jednak wiedziałam, że
następnego dnia miała swoje finały w skoku o tyczce, więc na pewno była bardzo
zajęta. Szybko więc zdusiłam w sobie te marzenia i stwierdziłam, że przecież
przeżyję do następnego dnia.
Vettori powiedział poprzedniego dnia, że przyjdzie
poinformować mnie o wyniku. Wybór stacji telewizyjnej nie był w tej sytuacji
trudny – zamiast siatkówki wybrałam skoki do wody. Skoro chciał sam powiedzieć
mi o tym, że (mam nadzieję) zdobył brąz, to nie chciałam odbierać mu tej
radości.
A skoki do wody? Ludzie, to była jedna z najlepszych
konkurencji olimpijskich do oglądania w telewizji. Nie mówię tu o ewolucjach w
powietrzu, które same w sobie robiły niesamowite wrażenie i sprawiały, że
czułam się jak kompletne beztalencie. Jako że byłam kobietą, nic chyba dziwnego
w tym, że zwracałam uwagę na to, kto skakał. Nie można było nie zauważyć
umięśnionych ciał atletów, chociaż nie wiem jak by się starało. Nieważne.
Dzień niesamowicie mi się dłużył. Pewnie dlatego, że wszyscy
moi znajomi mieli swoje zawody, a ja nie miałam już niczego do jedzenia, więc
popijałam herbatę, po której non-stop biegałam do łazienki. Zawsze było to
jakieś zajęcie i urozmaicenie, nie byłam bardzo wybredna.
W końcu, gdy nawet łóżko stało się zbyt miękkie, chwyciłam
koc, który przywiozłam ze sobą i rozłożyłam na balkonie, gdzie przesiedziałam
całkiem długi czas. Zaczęłam nawet żałować, że nie wróciłam do domu, bo tam prawdopodobnie przynajmniej aż tak bym się nie nudziła.
Już kilkadziesiąt minut później Włoch swoją obecnością
przypomniał mi, że jednak dobrze postąpiłam, zostając tam, a cały dzień
umierania z nudy został obficie wynagrodzony.
Siatkarz zapukał do moich drzwi koło ósmej wieczorem.
Uśmiech, jaki pojawił się na jego ustach zaraz po przekroczeniu progu (oprócz
tego, że prawie przyprawił mnie o zawał) od razu powiedział mi wszystko. Nie
musiał nic powiedzieć i nawet nie zdążył, bo natychmiast uśmiechnęłam się
równie szeroko i klasnęłam w dłonie.
- Congratulazione! – wykrzyknęłam uradowana i podbiegłam (a
raczej podkuśtykałam) do niego, ignorując całkowicie nagły ból w nodze. Przez
chwilę miałam ochotę go wyściskać, a wchodząc w szczegóły, właściwie miałam
ochotę rzucić mu się na szyję pod pretekstem radości z włoskiego brązu. Nie
wiem, czy mężczyzna wyczuł moje zamiary (chociaż w tym przypadku mowa była
raczej o zamiarach dotyczących zamiarów – przecież nie byłam na tyle głupia,
żeby się na niego rzucać), bo nagle, już któryś raz, wyczułam między nami
dziwne napięcie, które przechodziło z niego na mnie, jakbyśmy obydwoje
byli podłączeni do słupów wysokiego napięcia, a między nami tworzyło się pole
magnetyczne (tak chyba działał prąd zmienny, czyż nie?), które jednocześnie
paradoksalnie nas do siebie przyciągało i odpychało.
- Congratulazioni – poprawił mnie z uśmiechem, wyraźnie akcentując ostatnią sylabę – e grazie!
- Mówiłam, że wygracie, mówiłam! – powiedziałam, tym razem
już po angielsku. – Nie mów, że nie wziąłeś medalu.
Mężczyzna pokręcił głową, po czym wzruszył ramionami z miną
zbitego psa. Starałam się udawać zgniewaną tak długo, jak tylko mogłam, ale
szybko porzuciłam wszelkie starania i uśmiechnęłam się, po czym odwróciłam się
i przeszłam na drugi koniec pokoju. Nie wiem czemu, robiłam to całkiem wbrew
sobie i tej niekontrolowanej chęci bycia blisko niego.
- Co z twoją nogą? – zapytał, unosząc brew.
- Nie jest źle. Prawie chodzę, po powrocie do domu pójdę na
rehabilitację i jeszcze im wszystkim pokażę – odpowiedziałam z nieco wymuszonym
uśmiechem. – Zostaję do końca igrzysk – dodałam szybko, jakby to miało dla
niego jakiekolwiek znaczenie. Odpowiedział tylko skinieniem głowy, co jeszcze
bardziej utwierdziło mnie w moim przekonaniu.
- To dobrze – powiedział w końcu i ruszył w moją stronę.
Taką przynajmniej miałam nadzieję. Z każdym kolejnym stawianym powoli przez
niego krokiem wydawało mi się, że serce podchodzi mi coraz wyżej do gardła.
Jego bliskość, nawet w tak bardzo tylko
koleżeńskiej odsłonie, działała na mnie okropnie. Nie mogłam się opanować.
Myślałam, że po tym, jak już pierwszy raz rozmawialiśmy, przywyknę do tego, co
się ze mną dzieje, ale przecież nigdy nie byłam pewna, czy następna rozmowa w
ogóle będzie miała miejsce. Pewnie więc moje nazbyt intensywne reakcje były
oznaką dzikiej radości, że Luca poświęcił mi kilka minut ze swojego życia.
- Siedzisz tutaj cały dzień? – zapytał wielce zdziwiony, na
co odpowiedziałam skinieniem głowy. – Tragedia! – Wykrzyknął z prawdziwym
włoskim akcentem, od którego dreszcze przebiegły mi po plecach. – Muszę cię
stąd wyprowadzić na jakiś spacer.
- Jestem za, bo niedługo tutaj skisnę. Ostatnio siedzę na
balkonie. Prawie się tam przeprowadziłam – uśmiechnęłam się.
- Trzeba będzie to zmienić – odparł, również z uśmiechem i
wydawało mi się przez moment, że wyczułam w tym jakąś propozycję. Czy mogłam
mieć co do niej pewność? Absolutnie nie. Nie chodziło o to, że myślałam, że
siatkarz miałby mnie okłamać. Po prostu, w tym przypadku chodziło o mnie i to
ja miałam jakieś dziwne problemy z zaufaniem ludziom. Chyba bałam się
odrzucenia i rozczarowania, jeśli nagle przyszedłby jutro i powiedział, że
przecież nic mi nie obiecywał i to po prostu znaczyło, że powinnam częściej
wychodzić z domu.
Mniejsza o to. Mężczyzna otworzył drzwi balkonowe i ruchem
ręki wskazał mi, abym weszła (a raczej wyszła) przed nim. Podziękowałam mu
skinieniem głowy, po czym pokuśtykałam na balkon, na którym już po chwili
staliśmy we dwójkę.
- I co robisz tutaj całymi dniami? – zapytał z wyraźnym
zainteresowaniem, jakbym spędziła tam co najmniej tydzień, a nie zaledwie
dzisiejszy dzień. Mnie także dziwiłoby to, że ktoś potrafi przesiedzieć tyle
godzin w jednym miejscu, z tym że tym kimś byłam ja i dla mnie nie było to
tajemnicą.
- Obserwuję. Na samym początku też nie widziałam tutaj
niczego interesującego, ale tak naprawdę, to całkiem sporo się tu dzieje.
Rankiem widzę masę ludzi, którzy najpierw zmierzają na śniadanie, a potem
rozjeżdżają się na te wszystkie hale i stadion, żeby spełnić swoje sportowe
marzenia. Przez południe zazwyczaj nic tu się nie dzieje. Później wszyscy ci
sportowcy wracają do domów: niektórzy są bardzo weseli, inni idą bardzo
przygnębieni. Gdy robi się ciemno – skinęłam głową w stronę nieba – tak jak
teraz, siadam i czekam, aż przejdą chmury i oglądam gwiazdy. Nic niezwykłego –
zakończyłam.
Siatkarz, który oparł się o barierkę obok mnie, nie odezwał
się, więc rzuciłam mu krótkie spojrzenie. Jego brązowe oczy, o zgrozo, były
skupione na mnie, a wzrok, jakim patrzyły, sprawił, że po moich plecach
przebiegł dreszcz. Byłam naprawdę kiepska w czytaniu mowy ciała, ale postawiłabym
wszystko na to, że gdybym teraz spróbowała go pocałować, nie opierałby się. Nie
potrafiłam tego wytłumaczyć, ale takie odniosłam wrażenie. Nie miałam też
zielonego pojęcia, skąd w mojej głowie wzięła się myśl o całowaniu go. Wzięłam
głęboki wdech, a potem wydech. Nie, nie mogłam tego zrobić. Nic dobrego i tak z
tego by nie wyszło. Nie.
Mimowolnie powtórnie odwróciłam się w jego stronę, a kiedy
doszło do mnie, że Moja Udręka powróciła, poczułam nie tylko ogromną chęć
pocałowania go, ale i wyrzucenia za drzwi. Pola magnetyczne, które jednocześnie
się przyciągają i odpychają. Niemożliwe. Paradoksalne. Tragiczne.
Mężczyzna odchrząknął i rozejrzał się na boki.
- Spójrz – wskazał ręką w lewą stronę na ledwo widoczny budynek,
który znajdował się jakieś sto metrów dalej. – Widać stąd mój pokój –
uśmiechnął się, ale czułam, że było to tylko po to, żeby powiedzieć cokolwiek.
Chyba i on poczuł to dziwne napięcie. W sumie mnie to cieszyło, bo może i on w
końcu dojdzie do wniosku, że na niego już czas.
Chyba czytaliśmy sobie w myślach.
- Robi się późno – wymruczał, na co odpowiedziałam
twierdząco. – Pójdę już.
Odprowadziłam go do wyjścia, kulejąc przy tym nieco,
grzecznie się pożegnałam, po czym zamknęłam za nim drzwi i odetchnęłam z ulgą.
Pokręciłam głową.
- Źle się dzieje.
___________________
Coś się zaczyna dziać?
Nie za bardzo wiem, co by tu jeszcze wyjaśniać, więc życzę miłego czytania i czekam na komentarze.
Widzimy się za tydzień. :)
D.
Nie za bardzo wiem, co by tu jeszcze wyjaśniać, więc życzę miłego czytania i czekam na komentarze.
Widzimy się za tydzień. :)
D.
Dlaczego źle się dzieje? Bardzo dobrze się dzieje! (chociaż potrzebuję tu kogoś, z kim mogłaby się pokłócić lub coś)
OdpowiedzUsuńczekam tylko, aż z tego napięcia coś eksploduje i albo się na siebie rzucą albo bardzo pokłócą (wspaniale mi się zrymowało)
OdpowiedzUsuńNie, nie, nie! To nie tak ma być! Nie to, żebym była jakąś napaloną hotką na Lucę i tylko czekam, aż to napięcie pomiędzy nimi zostanie rozładowane za pomocą niewinnego pocałunku, ale no nie! Do końca rozdziału trzymałaś mnie w takim napięciu, że rozbolały mnie mięśnie brzucha. To bardzo dobrze! I, jak już ci powiedziałam, jesteś Mistrzem Końcówek. A jako że jesteś tym Mistrzem, to ja wyobraziłam sobie, że po słowach "Źle się dzieje", Luca ponownie zapuka do drzwi i też powie, że źle się dzieje (specjalnie po włosku, żeby go nie zrozumiała). Ale widać, że muszę czekać kolejny tydzień, żeby znowu cichutko liczyć na więcej TAKICH jego spojrzeń :) I w sumie wcale mi to nie przeszkadza.
OdpowiedzUsuń