Czasem
człowiekowi się wydaje, że gdy jest pięknie, coś zaraz się zepsuje. Że nie
zasługuje na całe szczęście, które go spotkało i że lada moment ktoś to szczęście zabierze mu
sprzed nosa. Na początku i mnie się tak wydawało, ale potem stwierdziłam, że
życie z Włochem wcale nie jest takie kolorowe i może dlatego mojego szczęścia
nikt mi nie odebrał - bo nie było idealne. Wydawało mi się, że tylko idealne
szczęścia zasługują na to, żeby być odebrane, a te nieidealne się nie liczą.
Przez
cały sezon mieszkałam z Lucą w Modenie i otwarcie mogłam przyznać, że idealnie
nie było, bo co z tego, że ja należałam do osób z reguły spokojnych, kiedy on okazał się mieć kompletnie nieprzewidywalny, wybuchowy temperament, którym czasami
doprowadzał mnie do szału. Zdarzało nam się kłócić o drobiazgi i w sumie mi to
nie przeszkadzało, bo dzięki temu uciekaliśmy od rutyny, a w kłótniach zawsze
najlepszym momentem było zawieranie zgody i zawsze do tego dążyliśmy.
Miesiące
te na zawsze zapadły w mojej pamięci jako jedne z najpiękniejszych
nie tylko z powodu dzielenia życia z siatkarzem. Wracałam do formy, uplasowałam
się w światowej czołówce, co dawało mi wielką satysfakcję i kolejne nieidealne
szczęście – bo idealnym byłoby przecież pierwsze miejsce. Siatkarski klub z
Modeny zajął bardzo wysokie miejsce we włoskiej Serie A, więc po oficjalnym
rozpoczęciu krótkich wakacji przed sezonem reprezentacyjnym mieliśmy co
świętować.
Kupiliśmy
prawdziwe, czerwone wino, zjedliśmy cudowną, włoską kolację, po czym
rozsiedliśmy się na najwygodniejszej kanapie na świecie i wsłuchiwaliśmy w
ciszę, która brzmiała pięknie. Mogłam się założyć, że w jego towarzystwie
wszystko brzmiało dla mnie pięknie.
Wydawało
mi się, że minęła wieczność, kiedy Vettori odetchnął głęboko. Dopiero wtedy
przeniosłam na niego wzrok i zauważyłam, że czymś strasznie się denerwował.
Dlaczego wcześniej tego nie dostrzegłam?
-
Co się dzieje? – zapytałam natychmiast, przerywając piękną ciszę swoim pełnym
przejęcia głosem.
-
Gosia, muszę ci coś powiedzieć – zaczął, a było to jedno z tych zdań, które
zazwyczaj nie kończyły się dobrze – to bardzo ważne i wiedz, że dla mnie równie
trudne.
Przygryzłam
wargę i opuściłam wzrok. Miałam ochotę krzyczeć, żeby niczego nie mówił, żeby
wszystko zostało tak, jak było. Nie potrzebowałam tej informacji, skoro miała
być taka trudna. Nie chciałam tego słyszeć, mój organizm najwyraźniej dobrze o
tym wiedział, bo poczułam drżenie dłoni. Mężczyzna chyba to zauważył, bo
natychmiast chwycił je i nakrył swoimi, większymi, jakby chcąc mnie uspokoić,
ale przecież gdyby chciał, żebym była spokojna, nie mówiłby tego wszystkiego.
W
końcu, po chwili tylko pokiwałam głową, dając mu znak, żeby mówił. Nie byłam na
to gotowa, ale jeśli były to złe wieści, pewnie nigdy bym się do nich nie
przygotowała.
-
Dostałem propozycję gry w Rosji w przyszłym sezonie – powiedział powoli, a ja
starałam się przyswoić każde słowo z osobna tak, aby złożyć je potem w zdanie.
Spojrzałam na niego natychmiast szeroko otwartymi oczami. – Myślę, że kontrakt
został ułożony na bardzo dogodnych zasadach i go podpiszę. – Zrobił pauzę i
przełknął ślinę, nadal patrząc mi prosto w oczy. Nie wiedziałam, co powiedzieć,
więc tylko pokręciłam głową. – Wiem, że bardzo ci się tu podoba i będziesz
chciała nadal trenować we Włoszech, więc postanowiłem, że wjadę sam. Nigdy nie
myślałem, że to nastąpi, ale nasze drogi chyba się rozeszły.
-
Nasze drogi się nie rozeszły, tylko ty chcesz wyjechać – wyszeptałam w końcu,
nie wierząc w to, co usłyszałam. Nawet nie zauważyłam, kiedy po moich
policzkach popłynęły łzy, a świat stał się jakby bardziej zamazany. – Nie rób
tego – dopowiedziałam błagalnym wręcz tonem.
-
Nie chcę cię za sobą ciągnąć, a najłatwiej nam będzie, jak zamkniemy ten
rozdział, zanim zaczniemy kolejny – widziałam, jak i w jego oczach pojawiły się
łzy, dlatego byłam pewna, że już żałował swoich słów. A może tylko mi się wydawało?
-
Nie – wyszeptałam ponownie.
-
Masz wielu znajomych, którzy ci pomogą. Nawet tu, we Włoszech. Masz przecież
Łukasza – pomimo ogólnego roztrzęsienia mojej uwadze nie umknął fakt, że jego
głos był pełen goryczy, kiedy wspomniał mojego dobrego przyjaciela.
-
Jak byłeś zazdrosny, to trzeba było mówić, a nie wyjeżdżać, kretynie! –
wykrzyknęłam, chyba w połowie po polsku, chociaż nie zawracałam sobie tym
głowy, po czym schowałam twarz w dłoniach, które wyrwałam z uścisku siatkarza.
Płakałam.
Płakałam przed nim, bo nawet nie miałam ochoty udawać, że wszystko było w
porządku. Przez tyle miesięcy żyliśmy razem, zasypialiśmy, budziliśmy się,
jedliśmy razem. I w jednym momencie on sprawił, że wszystko zniknęło. Odebrano
mi nawet nieidealne szczęście, które przecież nawet nie zasługiwało na to, żeby
zostać odebranym. Tak sobie wmawiałam do tej pory. Od tamtej chwili wiedziałam
już, że każde szczęście, nawet to najmniej znaczące, może zostać odebrane i
sprawić tym niesamowity ból.
-
Gosia, przykro mi – wyszeptał, czym sprawił, że posłałam mu kolejne spojrzenie
przez palce. Po chwili się wyprostowałam i pociągając nosem spojrzałam prosto w
jego brązowe tęczówki. Widziałam, że i on był bliski płaczu, więc dlaczego to
robił? Byłam gotowa wyjechać do Rosji. Byłam gotowa przeżyć kolejny sezon bez
niego we Włoszech, gdybym tylko miała gwarancję, że do mnie wróci, tymczasem obydwoje wiedzieliśmy, że popełniał błąd.
Pokręciłam
głową i wstałam z kanapy, ruszając w stronę sypialni.
-
Pakuję się i wylatuję do Krakowa – oznajmiłam, ale odpowiedziała mi tylko
cisza.
-
A to sukinkot! – Darek jedną ręką obejmował Anię, a drugą żywo gestykulował.
Siedziałam w starym fotelu z nogami podkurczonymi pod klatkę piersiową. Rękawy
bluzy naciągnęłam na dłonie i wpatrywałam się w niebo za oknem.
-
Dlaczego to zrobił? – Głos kobiety był o wiele łagodniejszy i zmusił mnie, bym
przeniosła na nią wzrok. Była w zaawansowanej ciąży i gładziła dłońmi miejsce,
w którym rozwijało się jej dziecko. Patrzyła na mnie wzrokiem pełnym
współczucia i smutku, który tylko jeszcze bardziej mnie denerwował. To ja byłam
smutna, to ja byłam załamana, to ja byłam niesamowicie rozdrażniona. Przyszłam
do nich, żeby im o wszystkim opowiedzieć, ale nie chciałam widzieć w nich
emocji, które ja odczuwałam, a których oni nie rozumieli.
W
odpowiedzi na pytanie tylko wzruszyłam ramionami. Kiedy kilka dni wcześniej
wkładałam swoje ubrania do toreb, widziałam, jak stał w progu sypialni, w
której zawsze tak przyjemnie spędzaliśmy czas, i uważnie mi się przypatrywał. W
jego oczach też widziałam smutek, którego nie rozumiałam. Wielokrotnie
tłumaczył mi wtedy, dlaczego to robił i że nadal byłam dla niego wyjątkowa,
chciał tylko ułatwić naszą rozłąkę, chociaż w rzeczywistości robił coś zupełnie
odwrotnego.
-
On cię kocha – stwierdziła nadzwyczaj stanowczo Ania, nie odrywając wzroku od
moich, prawdopodobnie opuchniętych, oczu. Nie płakałam w sumie wiele i nie
spałam zaledwie jedną noc, ale skutki tego były natychmiastowe i bardzo
widoczne. – Kochana, to jest oznaka troski, to widać gołym okiem. Nieudolnie,
ale się troszczy.
-
Wyszło na odwrót – wymamrotałam, przygrywając suchą wargę.
-
Zrozumie, co zrobił, zadzwoni do ciebie i...
-
On zrozumiał, zdecydowanie zrozumiał, co zrobił – odpowiedziałam. – Prawie
płakał, gdy mi o tym mówił.
-
Tym bardziej jestem przeświadczona o tym, że to był tylko taki wybryk. Długo
bez ciebie nie wytrzyma. Pewnie już zastanawia się, czy by do ciebie nie napisać. – Kobieta posłała mi delikatny uśmiech, który tylko jeszcze bardziej
mnie zdenerwował.
Wieczorem
pożegnałam się z parą i wróciłam do swojego mieszkania. Nadal było bardzo
puste, bo wiele rzeczy, jak się okazało, zostało w Modenie. Nie nalegałam
jednak na ich odzyskanie, bo coś w głębi duszy mi podpowiadało, że zostawię
sobie w ten sposób jakiś powód, by tam kiedyś wrócić.
Usiadłam
więc na kanapie i starałam się z całych sił odepchnąć wspomnienia sprzed
krakowskiego wesela dwójki moich przyjaciół, kiedy to razem z Lucą zasnęłam w
miejscu, w którym teraz siedziałam sama. Uśmiechnęłam się nawet, kiedy
przypomniało mi się, jak na niego krzyczałam, a jak on się tym nie przejmował i
tylko śmiał się do siebie. Po chwili pokręciłam głową, bo stwierdziłam, że
wspomnienia przestały mnie już bawić, a zaczynały powoli dobijać.
Westchnęłam
głęboko i otworzyłam swojego laptopa, a gdy przy ikonce Łukasza pojawiła się
zielona kropka, rozpoczęłam wideorozmowę.
-
Cześć – zaczęłam nieśmiało.
-
Gosia, cześć – dobrze mi znany, niski głos odpowiedział niemal natychmiast. –
Co tam słychać? – mężczyzna zmrużył na moment oczy. – Nie jesteś we Włoszech?
-
Nie, wyniosłam się na jakiś czas do Krakowa – powiedziałam bez entuzjazmu.
Nawet rozmawiając z nim na odległość, i to przez internet, niechętnie
utrzymywałam z nim kontakt wzrokowy. Żygadło nadal często mnie onieśmielał.
-
Coś się stało? – od razu zdawał się wyczuć sytuację, chociaż wydawało mi się,
że wtedy po prostu moja twarz była jak otwarta księga.
-
Ach, wiesz, szkoda gadać...
-
Gośka, wiesz, że jestem dla ciebie dostępny dwadzieściacztery na dobę i możesz
mi powiedzieć wszystko, więc mów bez krępacji.
-
Wyprowadziłam się z Modeny i nie mam ochoty tam wracać, bo Luca stwierdził, że
musimy zamknąć jeden rozdział, by otworzyć następny – i opowiedziałam mu całą
historię, dokładnie przytaczając cytaty. Wiedziałam, że Łukasz był bardzo
mądrym człowiekiem, czekałam więc na jakąś złotą myśl albo genialną radę, ale
wszystko skwitował wzruszeniem ramionami i stwierdzeniem, że czasem się nie
układa. Nie za bardzo wiedziałam, jak mu na to odpowiedzieć, przyszedł więc
czas, by zapytać go o jego życie, a przestać zanudzać go swoim.
-
Nie jest za wesoło, Gosia. Mam poważne problemy – powiedział cicho, jakby nie
chcąc, żeby ktoś usłyszał.
-
Co się dzieje?
-
Nie zagram w kadrze w tym sezonie. Najprawdopodobniej nie – powiedział powoli i
przygryzł wargę.
-
O co chodzi? Dlaczego? – to stwierdzenie naprawdę mnie zaniepokoiło. – Może
będę mogła pomóc jakoś, coś zaradzić?
-
Nie, naprawdę nie ma potrzeby o tym rozmawiać, bo nie da rady nic z tym zrobić,
tak czy tak... Doceniam szczere chęci, ale to na nic – powiedział ze smutkiem,
po czym najzwyczajniej w świecie przerwał rozmowę. Rozłączył się nie dając mi
szans na pożegnanie się, nie dając sobie pomóc.
Na
początku bardzo się przejęłam i ogarnął mnie smutek, jeszcze większy niż
dotychczas. Potem natomiast smutek zaczął przeradzać się w czystą złość. Byłam
zdenerwowana. Rozdrażniło mnie to, że druga tak ważna dla mnie osoba
postanowiła z jakiegoś niewiadomego powodu przerwać znajomość... Chciałam go
zrozumieć i naprawdę chciałam mu pomóc, ale nie potrafiłam, bo on mnie do
siebie nie dopuścił. Nie pozwolił mi zrozumieć i nie chciał, żebym mu pomogła.
Czy to równało się z tym, że nie chciał już być moim przyjacielem? Starałam
się, naprawdę się starałam. Właściwie chciałam pomóc obydwóm siatkarzom, ale
obaj tego nie chcieli, obaj się odcięli. Dlaczego nie chcieli mojej pomocy,
dlaczego nawet nie dali mi szansy udzielenia pomocy – Luce w życiu w Rosji,
Łukaszowi w jego problemie?
Dlaczego
nawet nie chcieli już ze mną porozmawiać?
Dlaczego nie chcieli już mnie?
________________
Zaczęło się w końcu coś dziać poza nieprzerwaną i wszechobecną słodyczą.
jezu, Luca, aleś wymyślił. Łukasz też nie lepszy, chociaż tu jeszcze można mieć nadzieję, że połączenie się samo zerwało.
OdpowiedzUsuńTrafiłam niedawno, ale chyba warto się w końcu odezwać, prawda? :)
OdpowiedzUsuńNie podoba mi się sposób w jaki Luca rozwiązał sprawę. Przecież było kilkanaście innych sposobów, na pewno lepszych dla icg związku. Ale nie, lepiej było samemu podjąć decyzję i postawić bohaterkę przed faktem dokonanym. Bo po co spytać ją o zdanie.
Co do Łukasza - sama jeszcze nie wiem co sądzić, dlatego na tę chwilę wstrzymam się z opinią.
Luca, kretynie, tak się nie robi. i Łukasz, serio...? mężczyźni, jeden lepszy od drugiego.
OdpowiedzUsuńCo tu się dzieje????
OdpowiedzUsuń